Wiecie, co jest nie tak z projektem rozbudowanej sieci fotoradarów ministra Rostowskiego? Nie jest fundamentalnie zła – wierzę, że istnieje korelacja pomiędzy liczbą fotoradarów a liczbą wypadków spowodowanych przez nadmierną prędkość. Jednak każdy psycholog powie Ci, że stosowanie jedynie tzw. negatywnego wzmocnienia (czyli kar nakładanych na kierowców) prowadzi do posłuszeństwa, ale nie do zmiany postaw. Kierowca zwolni przed radarem, ale zaraz potem dociśnie gaz do dechy. A przecież chodzi o to, by samochody jeździły wolniej nie tylko tam, gdzie są pod czujnym okiem strażnika. Chodzi o to, by jazda zgodnie z przepisami sprawiała frajdę.

Grywalizacja to wstrzykiwanie elementów frajdy do rzeczy, które normalnie jej nie sprawiają. Efektem włączenia elementów grywalizacji w kodeks drogowy byłyby nie tylko samochody jeżdżące wolniej, ale także… bardziej zadowoleni kierowcy. A to przekłada się bezpośrednio na wyniki polityczne tych, którzy takie rozwiązanie wprowadzą. Zwłaszcza, że to wcale nie jest trudne i zadziałało już w kilku miejscach na świecie.

Szwedzka loteria dla kierowców


W Sztokholmie stanął radar, który… nagradzał kierowców za jazdę zgodnie z przepisami. Jak działał ten system? Radar fotografował wszystkie przejeżdżające samochody – niezależnie od tego, czy kierowca przekroczył prędkość, czy nie. Kierowca, który mijał radar dostawał natychmiastową informację zwrotną (w postaci kciuka uniesionego w górę lub skierowanego w dół), dzięki czemu wiedział, czy jedzie zgodnie z przepisami, czy musi się zacząć martwić. Nota bene radary z taką informacją zwrotną funkcjonują już w Polsce.

Ostatnim, najważniejszym elementem szwedzkiej innowacji była nagroda. Kierowcy, którzy przekroczyli dozwoloną prędkość byli karani w sposób standardowy mandatem – a w Szwecji kosztuje to słono. Natomiast ci, którzy jechali przepisowo dostawali do domu… zawiadomienie, że uczestniczą w loterii, w której można wygrać sporą nagrodę pieniężną. Skąd pieniądze na nagrody dla porządnych kierowców? Oczywiście, z mandatów płaconych przez piratów drogowych! Genialny w swej prostocie system, który z powodzeniem może finansować się sam.

Jak to zrobić w Polsce?

Dzisiejsza gra, którą nazywamy „Kodeksem drogowym” ma rozbudowany i sformalizowany system kar i… żadnej nagrody. Ten stan prowadzi do rozmaitych wypaczeń. Pomyśl i przypomnij sobie: czym chwalą się Twoi znajomi kierowcy? Wobec braku nagród uczestnicy gry musieli stworzyć swoje własne. I tak, podstawową nagrodą stało się uniknięcie kontroli drogowej. Ale to nie wszystko. Są też tacy, którzy ścigają się na ilość punktów. Znasz kogoś, kto chwali się, że jeździ przepisowo? Przy obecnym stanie „gry” (i biorąc pod uwagę naszą historię sprzeniewierzania się władzy), trzymanie się przepisów jest obciachem.

Zamiast jedynie karać naszych kierowców, rozszerzony system fotoradarów ministra Rostowskiego powinien ich wciągać do gry, w której poza karami, jest także rozbudowany system nagród. Najprostszy – choć nie jedyny – sposób podejścia do tego, to właśnie nagrody pieniężne. Jesteś w stanie wyobrazić sobie kierowców chwalących się, że dzięki przepisowej jeździe wygrali sporą sumę? Ja już tak. I dokładnie o to chodzi.

Ile można zarobić?

Powinienem skończyć na poprzednim zdaniu, dalsza część to klasyczne dzielenie skóry na niedźwiedziu, ale policzmy na szybko, o jakiej wygranej w loterii mówimy. Żeby podziałać na Twoją wyobraźnię następnym razem, kiedy będziesz mijać fotoradar. Szybkie założenia:

  • Ministerstwo szacuje, że wpływy z mandatów w 2013 roku będą wynosić 1,5 mld zł.
  • Niech 10% z tej sumy (150 mln zł) idzie na utrzymanie tego systemu i urzędników go obsługujących. Wystarczy z nawiązką.
  • Kolejne 20% (300 mln zł) niech idzie na poprawę bezpieczeństwa na drogach, budowę kładek dla pieszych itp.
  • 20% niech zabiera budżet państwa, minister Rostowski też musi coś z tego mieć.
  • Połowę (750 mln zł) oddajmy z powrotem kierowcom, którzy przestrzegają przepisów.

Fotoradary lepsze, niż LOTTO

750 mln zł rocznie daje 2 mln zł do rozdania każdego dnia. CANARD deklaruje, że chce mieć w Polsce 700 radarów do końca 2013 roku – daje to ok. 2.850 PLN dziennie „na radar” lub – jeśli nagrody losowalibyśmy raz w tygodniu – wychodzi niemal 20 tys. zł. I teraz najlepsza część.

Na 100-kilometrowym odcinku z Warszawy do Białegostoku jest 18 takich fotoradarów. Jeśli miniesz wszystkie nie przekraczając prędkości, uczestniczysz w losowaniu 360 tys. złotych co tydzień, a Twoje szanse wygranej są dużo większe, niż podczas grania w Lotto.

Nie wiem, jak Ty, ale ja bym zagrał…